Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Niedziela dla włosów (2): dwudniowe SPA i żyjąca maseczka ...

Moja niedziela dla włosów wypadła... w sobotę i w niedzielę :)
Z uwagi na sobotnie farbowanie postanowiłam włosy dodatkowo zregenerować i nawilżyć.
Zrobiłam więc 2 maseczki : na bardzo zniszczone włosy i nawilżającą z drożdży oraz kremowanie na całą noc...

kremowanie tą Isaną
 

Farbuję farbą czarną Joanna Naturia.. wiem ! Farba z amoniakiem, niszcząca... niestety mój portfel się zbuntował i nie chce produkować więcej pieniędzy przez co muszę się nią chwilowo zadowolić.
Ale jak tylko dołek finansowy u mnie minie przerzucę się na inną, lepszą farbę :)
Staram się farbować tylko odrosty, a końcówki przeciągać na 10 min , żeby ich nie wysuszać dodatkowo.

SPA zaczęłam od regeneracji farbowanych włosów. 
Po farbie wykonałam taką maseczkę na zniszczone włosy:

nafta - 3 łyżki
olejek rycynowy - 1 łyżka
żółtko - 1 szt 
odżywka - 3 łyżki 

wymieszałam, posmarowałam włosy i skalp .
Trzymałam pod folią i ręcznikiem ( nagrzanym suszarką ) 30 min.
Dłużej nie dałam rady, ponieważ maseczka okazała się zbyt rzadka i spływała z włosów.
Po zmyciu włosy dodatkowo umyłam szamponem BD i nałożyłam na chwilę odżywkę, żeby można było rozczesać włosy.
Moje odczucia po wysuszeniu : 
miałam wrażenie większej objętości włosów ,
włosy były bardzo elastyczne i bardzo ładnie błyszczały

Mimo wpadki z konsystencją nie mam zastrzeżeń, następnym razem zmienię olej, bo nie jestem do końca przekonana do olejku rycynowego. Na pewno jeszcze ją użyję po farbowaniu.

Wieczorem w sobotę nakremowałam włoski Isaną kakaową :)
Moje włosy są bardziej sztywne po zmyciu Isany niż po olejkach, ale 1 raz na tydzień pozwalam sobie na kremowanie zmieniając włosom substancje, które wchłaniają.

W niedzielę katowałam je pół dnia na słońcu, które uwielbiam ( choć włosy raczej nie :) A wieczorkiem nałożyłam na 30 min maseczkę nawilżającą z drożdży.
Z tą maseczką działo się coś dziwnego !!! Żyła na mojej głowie.

skład maseczki:
drożdże - 1/2 kostki
olejek rycynowy - 1 łyżeczka
miód - 1 łyżeczka 
odżywka , ja dałam maskę Placenta 

Wydaje mi się, że już przy mieszaniu jej na początku zrobiłam błąd - na rozdrobnione drożdże dodałam miód i dopiero to zalałam gorącą wodą ( moja głowa działała wolniej niż ręka i zwyczajnie za szybko dałam miodu ). Dodałam resztę składników i nałożyłam ją na głowę.  Taką ciepłą. Pod folię. I tu zaczęło żyć ! Maseczka zaczęła jakby bąbelkować na całej głowie. łaskotało i denerwowało mnie to. Wytrzymałam 30 min i musiałam ją zmyć.
Ale...
Moje wrażenia po wysuszeniu : 
o dziwo włosy były bardzo nawilżone, bardzo zdyscyplinowane i uniesione u nasady. Były mięciutkie.
Czyli nie zaszkodziła im żyjąca maseczka.
Po lekkiej modyfikacji - zmianę olejku na pewno jeszcze ją użyję, zwłaszcza, że lubię drożdże w maseczkach...
Jednak najpierw ją zaleję gorącą wodą i odczekam aż wystygnie a dopiero później dodam miodu. Myślę że drożdże zaczęły się żywić miodkiem i w cieple zaczęły rosnąć. Może to mylny wniosek , muszę to sprawdzić następnym razem.

SPA naprawdę bardzo udane :)
Po raz pierwszy gdy same wyschły bez suszarki po drugiej maseczce nie były oklapnięte. To olbrzymi krok naprzód. Do tej pory nie mogły schnąć same, nie były wtedy do pokazania ludziom :(
myślałam, że już tak zostanie, że będę musiała je podsuszać zawsze , a tu miła niespodzianka :)

a to zdjęcia :
( tym razem nie robiłam ich sama )

Moje włoski , zdjęcie z fleszem